Użytkownicy sprzętu z logo nadgryzionego jabłka powinni zaznaczyć w swoich kalendarzach datę 11 lutego. Wszystko wskazuje na to, że właśnie w najbliższą środę Apple udostępni finalną wersję systemu iOS 26.3. Gigant z Cupertino przekazał już deweloperom i testerom tzw. Release Candidate (RC), co w cyklu wydawniczym firmy zazwyczaj oznacza ostatnią prostą przed publiczną premierą. Choć Apple rzadko trzyma się sztywnych reguł, historia pokazuje, że tydzień po wypuszczeniu wersji RC oprogramowanie trafia do szerokiego grona odbiorców. Niewykluczone jednak, że powiadomienie o aktualizacji pojawi się dzień wcześniej lub dzień później.
Ewolucja, nie rewolucja
Jeśli ktoś spodziewa się fajerwerków i drastycznych zmian wizualnych, może poczuć lekki niedosyt. Nadchodząca wersja iOS 26.3 zapowiada się jako aktualizacja typowo techniczna. W oficjalnych notatkach od producenta na próżno szukać wzmianek o przełomowych funkcjach; nacisk położono przede wszystkim na łatki bezpieczeństwa oraz eliminację błędów. Warto odnotować, że część zmian w kodzie została wymuszona przez nowe regulacje Unii Europejskiej, co oznacza, że użytkownicy spoza Starego Kontynentu – na przykład w Stanach Zjednoczonych – mogą w ogóle nie dostrzec różnicy w działaniu swoich urządzeń. Mimo braku spektakularnych nowości, instalacja łatki jest wysoce zalecana ze względu na wspomniane poprawki zabezpieczeń.
Równolegle trwają prace nad oprogramowaniem dla komputerów. Wersja Release Candidate systemu macOS Tahoe 26.3 również trafiła już do testów. Choć i tutaj nie należy spodziewać się rewolucji w interfejsie, aktualizacja ta może być kluczowa z innego powodu. Branżowe przecieki sugerują, że to właśnie ta wersja systemu będzie napędzać nadchodzące MacBooki Pro, wyposażone w nowe, potężne procesory M5 Pro oraz M5 Max.
Fundament systemu: co oferuje iOS 18?
Nadchodzące łatki to jedynie uzupełnienie „dużego” systemu iOS 18, który przyniósł użytkownikom sporo świeżości, zwłaszcza w obszarze personalizacji. To właśnie w tej generacji systemu Apple dało nam wreszcie swobodę w rozmieszczaniu ikon na ekranie domowym oraz zaawansowane opcje edycji ekranu blokady. Istotną zmianą było także odświeżenie kluczowych aplikacji, takich jak Zdjęcia, oraz przebudowa centrum sterowania. Z perspektywy prywatności, jedną z najważniejszych funkcji pozostaje możliwość blokowania dostępu do wybranych aplikacji za pomocą FaceID, co znacząco podnosi poziom bezpieczeństwa naszych danych.
Czy Twój iPhone otrzyma wsparcie?
Polityka Apple w zakresie długowieczności urządzeń wciąż imponuje na tle konkurencji. Lista smartfonów kompatybilnych z obecną generacją systemu, a co za tym idzie – kwalifikujących się do nadchodzących poprawek – jest długa. Obejmuje ona nie tylko najnowsze flagowce z serii iPhone 16 (wersje podstawowe, Plus, Pro oraz Pro Max) czy zeszłoroczną linię iPhone 15, ale sięga znacznie głębiej.
Nowy system z powodzeniem zainstalujemy na całej rodzinie iPhone 14, 13 oraz 12 (włączając w to modele mini). Co ciekawe, wsparcie utrzymano nawet dla telefonów wydanych w 2018 i 2019 roku, czyli modeli XR, XS, XS Max oraz całej serii 11. Listę zamykają iPhone’y SE drugiej generacji i nowsze. To dowód na to, że optymalizacja systemu wciąż stoi na wysokim poziomie.
Jak przygotować się do aktualizacji?
Sam proces pobierania nowej wersji systemu jest intuicyjny i nie zmienił się względem poprzednich lat. Aby sprawdzić dostępność łatki, wystarczy wejść w Ustawienia, przejść do sekcji Ogólne, a następnie wybrać Uaktualnienia. Gdy serwery Apple udostępnią pliki, na ekranie pojawi się informacja o gotowości do instalacji. Po zaakceptowaniu niezbędnych zgód telefon samodzielnie pobierze paczkę danych i zrestartuje się, by wdrożyć zmiany. Warto pamiętać o wcześniejszym wykonaniu kopii zapasowej danych, co jest dobrą praktyką przed każdą ingerencją w oprogramowanie systemowe.